Mateusz Bystrzycki bez zastanowienia rzucił się w odmęty lodowatej wody by ratować tonące kobiety. Z laureatem pierwszej edycji Zwykłego Bohatera rozmawia Łukasz Razowski.
Onet: Jakie to uczucie uratować komuś życie?
Mateusz Bystrzycki: Uratowanie komuś życia to było moje marzenie.
Onet: Dzięki Pana interwencji dwie kobiety uniknęły utopienia po tym, jak ich samochód wpadł do wody i nie mogły się z niego wydostać. Gdyby nie Pana pomoc, nie wiadomo jak by się ta historia skończyła…
MB: Tak. To była chwila. Teraz jak wspominam tamto wydarzenie, to wydaje mi się, że mnie tam nie było, że to nie ja skoczyłem do wody by pomóc tym osobom. Coś mnie do tego tknęło.
Onet: Pan jako jedyny rzucił się na pomoc
MB: Przejeżdżałem mostem przez Kanał …. . Zobaczyłem, że na dole coś się dzieje, na brzegu stał tłum ludzi. Okazało się, że pod mostem tonie samochód. Znajdujące się wewnątrz panie nie mogły się z niego wydostać. Miałem wcześniej do czynienia z WOPR-em, dlatego nie namyślałem się, tylko zrzuciłem ubranie i pospieszyłem z pomocą.
Onet: Nikt inny nie pomógł uwięzionym kobietom?
MB: Ludzie pomagali, rzucali im gałęzie, jakieś liny. Po prostu nie wiedzieli co zrobić. Dla mnie był to odruch.
Onet: Dzięki temu odruchowi, jak Pan to określił, uratował Pan ludzkie życie a następnie został laureatem pierwszej edycji akcji Zwykły Bohater. Czym się Pan na co dzień zajmuje? Kim jest osoba, która bez zastanowienia rzuciła się na ratunek tonącym i to w listopadzie?
MB: Jestem stolarzem. Mam swój warsztat w Giżycku.
Onet: Czy czuje się Pan bohaterem?
MB: Nie. Bohaterami są osoby, które na co dzień pomagają innym. Bohaterami są strażacy i lekarze. Ja nie. Po prostu byłem w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze. Strażacy, którzy przybyli na miejsce, zrobiliby dokładnie to samo co ja. Tyle tylko, że wtedy nie byłoby tak wielkiego szumu w mediach. Ja po prostu byłem pierwszy na miejscu.
Onet: Czy uczestnictwo w programie Zwykły Bohater coś zmieniło w Pana życiu?
MB: To, że wygrałem, na pewno pomogło finansowo. Jednak jeśli chodzi o inne sprawy, to niewiele. Nadal chcę pomagać ludziom, nadal jestem gotów rzucić się na ratunek innym. Natomiast sam udział w programie był miłą przygodą.
Onet: Dziękuję za rozmowę.
Źródło: http://www.zwyklybohater.pl/to-byl-odruch-dzieki-ktoremu-zyja-dwie-osoby
Translate
wtorek, 21 kwietnia 2015
poniedziałek, 13 kwietnia 2015
Miejsce, w którym najchętniej spędzam czas...
Moim ulubionym miejscem jest... mój pokój!
Najlepiej jest, kiedy jestem w nim sama i mogę w spokoju posłuchać muzyki i rysować lub odpoczywać...
Jak wygląda? Jest cały szary z beżowymi trójkątami do ozdoby, podłoga jest jasna, dywan krwistoczerwony.
Pokój jak pokój...
Ale i tak sądzę, że jest cudowny ;)
czwartek, 9 kwietnia 2015
Podróżnik- Kazimierz Nowak
Kazimierz Nowak
(ur. 11 stycznia 1897 w Stryju, zm. 13 października 1937 w Poznaniu) –
polski podróżnik,
północy na południe
i z powrotem (40 tys. km rowerem, pieszo, konno, na wielbłądzie,
czółnem oraz pociągiem.
Już jako dziecko marzył by poznać Afrykę. Pracował jako reporter
w poznańskiej prasie,
a jednym z celów podjęcia podróży przez Afrykę była
chęć utrzymania rodziny z honorariów za relacje, które
były publikowane w prasie polskiej (m.in. w czasopismach Światowid,
Na Szerokim Świecie, Naokoło świata, Ilustracja Polska i
Przewodnik Katolicki),
a także francuskiej, włoskiej i brytyjskiej.
W swoich listach i na zdjęciach z podróży do Afryki,
obok osobistych przeżyć, uchwycił niezwykłą kulturę
, bogactwo przyrody i życie duchowe kontynentu afrykańskiego.
Wypowiadał się m.in. przeciw kolonializmowi
. Po powrocie, w listopadzie 1936 usiłował podjąć
pracę we Francji jako fotoreporter, lecz bez skutku.
Powróciwszy do kraju w grudniu 1936, wygłaszał
odczyty na temat Afryki, które były bogato
ilustrowane przeźroczami. Zmarł w niespełna
rok po powrocie z podróży na zapalenie płuc,
na skutek wycieńczenia organizmu malarią.
Został pochowany na Cmentarzu Górczyńskim w Poznaniu.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)